sobota, 28 maja 2011

"Nie zdradził,zamilkł i zmarł..."


Ciepłe promyki słońca wpadały dziś rano do mojego pokoju.Wtulona w mięciutką kołdrę w kratkę przechyliłam  leniwie głowę w stronę budzika.Wskazywał on godzinę 10:27."-No tak,trzeba wstawać...".Wstawałam powoli,jakbym nie miała powodu do życia.Zjadłam tzw "wiosenne" kanapki starannie przygotowane przez moją ciocię i weszłam do mojej garderoby.Nie zdawałam sobie sprawy,jak te półki się nie zawaliły skoro jest na nich tak duża ilość ubrań.Wszystkie paski,torebki,buty,kolczyki,koszulki...Ile ja na to pieniędzy wydałam.Po chwile namysłu ubrałam czarne rurki,kremową koszulkę w kwiaty a na nią jeansową kurteczkę.Włożyłam bootki i wyszłam do Mariki.Jak to dobrze mieć jest przyjaciółkę,która pochodzi z tego samego kraju.Zastałam ją w złym humorze,to źle dla mnie wróżyło.Jednak po chwili obie zaczęłyśmy się śmiać.Wyszłyśmy na przepyszną pizzę.Ser się bardzo ciągnął,żadna z nas nie wyrabiała z odłożeniem kawałka pizzy i z jedzeniem sera.Zapłaciłyśmy,a ja wróciłam do domu.Przeszukuję całe allegro w poszukiwaniu ubrań.Do tego kupiłam farbę w kolorze różowym/fioletowym.Farbowanie!Kocham maltretować moje włosy czyli co kilka dni zmieniać ich kolor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz